o mnie – czyli jak to się zaczęło

SYNKU!
Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem,
ale dla nas jesteś całym światem!

 

linie 1x  

         Jestem Kubuś, urodziłem się zdrowy 5 lipca 2004r., w 32 tyg. ciąży, dostałem 8 pkt. w skali Apgar. Nikt do tej pory nie wie dlaczego urodziłem się wcześniej. Moja mama przez całą ciążę czuła się dobrze, chodziła regularnie na wizyty do miłego pana doktora, robiła wszystkie zalecone badania, dbała o siebie i o mnie – wszystko było OK.!
Nic nie zapowiadało, że pojawię się na świecie prawie o 2 miesiące wcześniej. Ze względu na to, że byłem wcześniakiem nie mogłem być przy mamie, tylko umieszczono mnie w inkubatorze, moja mama mogła mnie jedynie potrzymać za rączkę lub pogłaskać po główce przez otwory w moim „domku”. Lekarze uznali, że mój stan jest na tyle dobry, że nie wymaga podawania żadnych leków.
2004-07-09 - InkubatorPrzez pierwsze 4 dni byłem zdrowy, wszystkie badania, które miałem wykonywane były prawidłowe, posiewy –jałowe, a dwukrotne wyniki badań w kierunku infekcji wewnątrzmacicznej – negatywne, aż do 9 lipca, kiedy to zaczęło się dziać za mną coś niedobrego – przestawałem oddychać! Sytuacja była na tyle poważna że, lekarze podjęli decyzję o podłączeniu mnie do respiratora i podaniu leków. Na początku chyba sami nie wiedzieli co mi jest, podawali różne antybiotyki z nadzieją, że któryś z nich zadziała, a rodzicom mówili, że to jakaś infekcja. Dopiero po kilku dniach pani doktor powiedziała mojej mamie, że to posocznica, a ze względu na niebezpieczeństwo niewydolności nerek, nie są w stanie dalej mnie leczyć i zapytała o zgodę na przewiezienie mnie do IP – Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu pod Warszawą. Tego samego dnia przyjechała karetka z CZD z całym sprzętem potrzebnym do bezpiecznego przewiezienia mnie do ich szpitala na OIOM. Przed wyjazdem pielęgniarka zapytała moja mamę czy chciałaby mnie ochrzcić, pewnie wiedziała, że mój stan jest tak poważny, że mógłbym nie przeżyć transportu, mama ze łzami w oczach zgodziła się i po symbolicznym chrzcie, pielęgniarka dopisała moje imię na karcie identyfikacyjnej przy inkubatorze. Z radomskiego szpitala wyjechałem z diagnozą: „wcześniactwo 32Hbt, posocznica wtórna z objawami niewydolności nerek”. Była to 7 doba mojego życia.
          W CZD po kilkugodzinnym badaniu lekarze stwierdzili uogólnione zakażenie, niewydolność nerek, zmiany w płucach, uszkodzenie wątroby i zdecydowali o natychmiastowej operacji – założenie cewnika TENCHOFFA, operacja odbyła się jeszcze tej samej nocy, gdyż rano mogłoby być już za późno. Od dwóch czy trzech dni prawie nie oddawałem moczu i przez to byłem cały opuchnięty od nadmiaru płynów, a założony cewnik mógł wreszcie odprowadzić zalegający mocz. Tak ciężki stan utrzymywał się jeszcze przez kilkanaście dni – dla moich rodziców były to najgorsze dni w całym ich życiu. Abym nie czuł bólu i przez przypadek nie powyrywał sobie tych wszystkich rurek, opatrunków i wenflonów (spod których prawie nie było mnie widać), zostałem wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną. Na szczęście cewnik i zastosowane leki pomogły i chociaż jeszcze nie minęło bezpośrednie zagrożenie życia, to mój stan się ustabilizował na tyle, że po kolejnych kilkunastu dniach lekarze zdecydowali, że cewnik już nie będzie mi potrzebny i został usunięty! Następną decyzją było stopniowe odłączanie mnie od respiratora, okazało się, że dobrze sobie radzę z oddychaniem bez pomocy maszyny i po kilku dniach oddychałem już samodzielnie, a kiedy minęło zagrożenie życia, zostałem przeniesiony z OIOM-u na oddział Patologii Noworodka w tym samym szpitalu.

CZDz Wawa 2CZDz Wawa 1

 To tam po prawie miesiącu od urodzenia, po raz pierwszy rodzice mogli mnie wziąć na ręce i przytulić, a moja mama mogła być ze mną na sali przez cały czas, nawet w nocy, to było bardzo ważne, bo w czasie gdy mój stan był ciężki i lekarze walczyli o moje życie, byłem karmiony przez sondę, dlatego zanikł mi odruch ssania, więc mama cierpliwie przystawiała mnie do piersi i na nowo uczyła mnie tej pierwszej i najważniejszej umiejętności.
          Na tym oddziale spędziłem kilka tygodni, podczas których robiono mi chyba wszystkie możliwe badania. Wyniki były różne, raz lepsze, raz gorsze, ale najważniejsze było to, że wracałem do zdrowia. CZDz Wawa 3Podczas jednej z rozmów z doktor, która opiekowała się mną na oddziale, rodzice dowiedzieli się, że posocznica nie oszczędziła mojej główki, okazało się, że nastąpił wylew krwi do mózgu (IVH II/III°), wtedy nikt nie wiedział jakie skutki może mieć ten wylew na moje dalsze życie. Teraz już wiadomo, skutkiem jest między innymi Mózgowe Porażenie Dziecięce.
          Kiedy mój stan był na tyle dobry, że nie potrzebowałem już stałej opieki lekarskiej, pomocy przy oddychaniu, utrzymywałem temperaturę i znowu nauczyłem się ssać, rodzice usłyszeli tak bardzo wyczekiwane słowa: „mogą państwo zabrać syna do domu” i chociaż tego dnia było pochmurno i padał deszcz, to dla moich rodziców wreszcie zaświeciło słońce!!!
Jednak to był tylko początek walki o moje zdrowie, walki, która trwa do dziś!

         

           Ja i moi rodzice jesteśmy bardzo wdzięczni lekarzom z OIOM-1 i z oddziału Patologii Noworodka jak również z innych oddziałów i poradni w IP-CZD w Międzylesiu za uratowanie mi życia i walkę o moje zdrowie!

linie 1x